Rachunek opłacalności
Liczymy, ile godzin miesięcznie zajmuje dziś ręczna regresja, i porównujemy z kosztem napisania i utrzymania testów. Czasem wychodzi, że automatyzować warto tylko część.
Nie automatyzujemy wszystkiego. Automatyzujemy to, co się często powtarza i przestało się zmieniać. Pogoń za stuprocentowym pokryciem kosztuje więcej, niż daje.
Liczymy, ile godzin miesięcznie zajmuje dziś ręczna regresja, i porównujemy z kosztem napisania i utrzymania testów. Czasem wychodzi, że automatyzować warto tylko część.
Playwright lub Cypress dla aplikacji webowych, Appium dla mobilnych. Selektory opieramy na atrybutach testowych, a nie na klasach CSS, żeby zmiana koloru przycisku nie wysypała połowy testów.
Sprawdzenia na poziomie interfejsów są szybsze i stabilniejsze niż klikanie w przeglądarce. Tam przenosimy wszystko, co nie wymaga ekranu: logikę rabatów, naliczanie VAT, statusy zamówień.
Każdy przebieg sam tworzy potrzebne konta i zamówienia, a potem po sobie sprząta. Testy nie przeszkadzają sobie nawzajem i nie korzystają z prawdziwych danych osobowych.
Testy uruchamiają się przy każdym merge requeście w GitHub Actions, GitLab CI albo Azure Pipelines. Czerwony wynik blokuje wdrożenie, zanim błąd trafi na produkcję.
Zrzut ekranu i nagranie z miejsca awarii, a powiadomienie na kanale Teams lub Slacka. Programista od razu widzi, czy to jego zmiana, czy problem środowiska.
Termin uruchomienia pierwszych testów w pipeline ustalamy w planie. Wyraźną ulgę zespół czuje, gdy pokryte są główne ścieżki sprzedaży i logowania.
Sprawdzamy, co już macie, co jest niestabilne i co warto zostawić. Nie zaczynamy od zera, jeśli nie trzeba.
Struktura projektu testowego, uruchamianie w chmurze, obsługa danych i raporty.
Piszemy testy od ścieżek, których awaria boli najbardziej, i co tydzień pokazujemy, co już działa automatycznie.
Aktualizujemy testy przy zmianach w produkcie i na bieżąco eliminujemy te, które dają fałszywe alarmy.
Niestabilny test jest gorszy niż żaden. Jeśli od czasu do czasu pada bez powodu, zespół przestaje patrzeć na wyniki, a prawdziwe błędy giną w szumie. Taki test naprawiamy od razu albo usuwamy bez sentymentów. Celem jest zielony pipeline, któremu wszyscy ufają.
Nie. Automat szybko i bez zmęczenia powtarza to, co ktoś wcześniej opisał. Nowy, nieznany problem w świeżej funkcji wyłapie człowiek. Automatyzacja zdejmuje z ludzi rutynę, a nie etaty.
Przy rzadkich wydaniach, prototypach i interfejsie przebudowywanym co miesiąc. Wtedy testy trzeba przepisywać szybciej, niż zdążą się zwrócić.
Rozsądne, nie maksymalne. Zwykle wystarczą ścieżki, na których firma zarabia, i miejsca, w których błędy już się zdarzały. Gonienie za procentem prowadzi do testów pisanych dla statystyki.
Możemy robić to dalej w ramach stałej umowy albo przekazać testy Twojemu zespołowi z dokumentacją i warsztatem online. Kod testów leży w Twoim repozytorium od pierwszego dnia, a prawa do niego zapisujemy w umowie.
Napisz, jak często wydajesz nowe wersje i ile trwa ręczne sprawdzanie. Policzymy, czy automatyzacja się opłaci.
Zapytanie dotarło do nas
Odpowiedź dostaniesz w ciągu dnia roboczego, a jeśli zgłaszasz awarię, która zatrzymuje pracę, zajmiemy się nią w pierwszej kolejności.
Nie mamy tego miasta na liście. Sprawdź pisownię albo wybierz najbliższe duże miasto - pracujemy zdalnie, więc nie wpływa to na zakres obsługi.